Z najnowszego raportu poświęconego zjawisku sharentingu w Polsce wynika, że około 50% rodziców zamieszcza w internecie treści dotyczące swoich dzieci. Jednocześnie co piąty młody człowiek deklaruje, że takie publikacje wywołują u niego uczucie wstydu. Badanie zostało zrealizowane w ramach kampanii społecznej „Status: Udostępnione”, którą prowadzą wspólnie T-Mobile Polska, Komenda Główna Policji oraz UNICEF Poland.
Czym jest sharenting?
Termin sharenting powstał z połączenia angielskich słów „share” (dzielić się) i „parenting” (rodzicielstwo). Określa zjawisko polegające na regularnym dokumentowaniu życia dzieci w mediach społecznościowych – od zdjęć z pierwszych dni życia po relacje z przedszkolnych występów. Choć intencje rodziców są zwykle dobre, publikowane materiały mogą przez lata krążyć w sieci i wracać w nieoczekiwanych okolicznościach.
Dlaczego to problem?
Eksperci zajmujący się ochroną danych osobowych zwracają uwagę, że zdjęcia i nagrania dzieci trafiają do przestrzeni, w której trudno kontrolować ich dalszy obieg. Materiały mogą być kopiowane, przerabiane lub wykorzystywane bez zgody. Z czasem stają się też częścią cyfrowej tożsamości dziecka, na którą ono samo nie miało wpływu.
„Są wspomnienia, które lepiej zostawić dla siebie, bo nie wiadomo, jak i kiedy powrócą w najmniej oczekiwanej formie. Pomyśl, zanim udostępnisz” – apelują organizatorzy kampanii.
Jak zadbać o wizerunek dziecka w sieci?
- Zastanów się przed publikacją każdego zdjęcia lub nagrania z udziałem dziecka.
- Ogranicz widoczność postów do zaufanego grona odbiorców.
- Unikaj udostępniania informacji takich jak imię, nazwisko, szkoła czy miejsce zamieszkania.
- Rozmawiaj z dzieckiem o tym, co i gdzie jest publikowane na jego temat.
Więcej informacji o kampanii i praktycznych wskazówek można znaleźć na stronie www.t-mobile.pl/status-udostepnione oraz w komunikacie opublikowanym przez Policję.
Źródło: Policja Leszno
Fot. m.facebook.com

